Aktualności

Spotkanie Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP

W dniu 25.10.2016 roku pielęgniarki Panaceum mgr Dorota Czajka i mgr Beata Czekała, na zaproszenie Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP, brały czynny udział w pierwszym spotkaniu Rady dotyczącym zmian systemowych w opiece zdrowotnej proponowanych przez Ministerstwo Zdrowia.

Panaceum reprezentowało środowisko samodzielnych podmiotów pielęgniarskich przedstawiając przykład opieki nad pacjentem zarządzanej przez pielęgniarkę rodzinną (mgr Beata Czekała) oraz osiągnięcia i zagrożenia dla samodzielnego podmiotu pielęgniarskiego (mgr Dorota Czajka).

Prezentowane przez nas tematy spotkały się z bardzo dobrym przyjęciem i pozytywną recenzją o czym świadczy zapowiedź kontynuowania spotkań z naszym udziałem. To dobra wiadomość dla samodzielnie wykonującego działalność środowiska pielęgniarskiego.


Pikieta przed Ministerstwem Zdrowia

W dniu 07.06.2016r. Wielkopolskie Pielęgniarki i Położne brały udział w Pikiecie przed Ministerstwem Zdrowia,
w celu ustalenia norm zatrudnienia Pielęgniarek i Położnych oraz wyrażenia solidarności ze strajkującymi pielęgniarkami CZD.


CBOS: najlepiej oceniamy naukowców, pielęgniarki i dentystów

PAP/Rynek Zdrowia /02-03-2016

Profesje najlepiej oceniane ze względu na uczciwość i rzetelność zawodową to naukowcy, pielęgniarki, informatycy oraz nauczyciele i dentyści. Najniżej ocenieni zostali urzędnicy wysokiego szczebla, posłowie i politycy. Lekarze są w środku skali - podaje lutowy sondaż CBOS.

Spośród dwudziestu czterech zawodów objętych badaniem CBOS tylko dziesięć uzyskało średnie ocen powyżej "3", co oznacza, że w stosunku do przedstawicieli tych zawodów oceny pozytywne przeważają na negatywnymi. Według CBOS, ankietowani uczciwość i rzetelność zawodową ludzi wykonujących różne zawody lub działających w określonych dziedzinach oceniali za pomocą 5-punktowej skali (od "bardzo nisko" do "bardzo wysoko1'), której środek stanowiły oceny "średnio, przeciętnie”

Ponad połowa badanych (55 proc ) wysoko oceniła uczciwość i rzetelność naukowców, w tym 11 proc. bardzo wysoko; 30 proc. średnio, przeciętnie, 2 proc raczej nisko, a 13 proc nie potrafiło wyrazić opinii W skali 1-5 naukowcy uzyskali średnią ocenę 3,75..
Wysoko przez respondentów zostały też ocenione pielęgniarki (59 proc wskazań, w tym 13 proc bardzo wysoko); 33 proc średnio, przeciętnie; 3 proc raczej nisko; 1 proc. bardzo nisko, a 4 proc., nie miało na ten temat zdania, co daje im średnią ocenę 3,71.
Wysoko oceniani są też dentyści Ich uczciwość i rzetelność wysoko oceniło 46 proc. badanych, w tym 7 proc. bardzo wysoko; 42 proc., oceniło ich średnio, przeciętnie; 4 proc raczej nisko; 2 proc. bardzo nisko, a 6 proc. nie potrafiło wyrazić opinii na ich temat, co daje średnią ocenę 3,49.

Nieco powyżej środka skali lokują się także rzemieślnicy, sprzedawcy w sklepach, lekarze, policjanci oraz kupcy
Sondaż CBOS został zrealizowany w dniach 3-10 lutego br na liczącej 1000 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.

 

Koniec dystrybucji Accu-Chek Go

diabetyk.pl/ rynekaptek,pl - 29-02-2016

Firma Roche Diabetes Care informuje, źe kończy dystrybucję produktów Accu-Chek Go na polskim rynku. W poniedziałek, 29 lutego 2016 r., upływa też okr es refundacji testów paskowych do pomiar u glikemii Accu-Chek Go przez Nar odowy Fundusz Zdr owia.

Wszyscy dotychczasowi użytkownicy systemów Accu-Chek Go mają zapewnioną wymianę glukometrów na nowoczesne, łatwe i wygodne w użyciu glukometiy Accu-Chek Perfoima.

Aby zamówić nowy glukometr lub otrzymać więcej informacji dotyczących systemu Accu-Chek Peifoima prosimy o kontakt na numer infolinii 801 080 104 (koszt połączenia wg taryfy danego operatora).
Firma informuje też, iż wciąż dostępne na polskim rynku są też inne systemy Accu-Chek: Accu-Chek Active i Accu-Chek Perfoima Nano.

Konferencja dla Pielęgniarek i Położnych

Brzydkie gry polityków wobec pielęgniarek. Na szkodę nas wszystkich

Mało kto zdaje sobie sprawę, że upadek pielęgniarstwa w Polsce skończy się tak samo jak wyginięcie naszych pszczół. Bez jednych i bez drugich po prostu zginiemy. Dlatego doprowadzenie do rozwiązania problemu pielęgniarskiego jest w istocie formą samoobrony. Nie społecznej. Osobistej, każdego z nas.

Na paskach telewizji informacyjnych wyświetlano informacje, z których można wywnioskować, że pielęgniarkom chodzi wyłącznie o podwyżki. Takie wrażenie usiłował stworzyć również Pan Profesor Zembala. Tymczasem problem jest dużo głębszy.

Oczywiście, wynagrodzenia to kwestia podstawowa, ale trzeba jeszcze uwzględnić kontekst. Nie wystarczy bowiem stwierdzić, że pielęgniarka z dwiema specjalizacjami, pracująca w oddziale zabiegowym, dostaje „na rękę” około 2500 miesięcznie, chociaż już to samo w sobie jest niepojęte.

Trzeba sobie koniecznie uświadomić, za co płaci się takie pieniądze – jakie obciążenia wiążą się z pracą pielęgniarki, zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Bo chodzi nie tylko o dźwiganie pacjentów, krew, wydaliny i wszystko to, co przyprawiłoby o wymioty znaczną część Moich Czcigodnych Czytelników. To również bezustanny kontakt z bezmiarem ludzkiego nieszczęścia, ale i – nierzadko – ludzkiej podłości.

Ludzie są różni i chorują różnie. Niejednakowo też odnoszą się do pielęgniarek. To, na co nie pozwolą sobie wobec lekarza, przyjdzie im bez kłopotu wobec pielęgniarek. To samo dotyczy rodzin pacjentów. Sami lekarze też nazbyt często nie traktują pielęgniarek jako równorzędnych (chociaż podlegających hierarchii) członków zespołu leczącego. I tak są oni aniołami w porównaniu z przedstawicielami dyrekcji szpitali, o których można by nakręcić film o restytucji mentalności z epoki wczesnego kapitalizmu. Taka „Ziemia Obiecana 2015”. Prawa pracownicze pielęgniarek w szpitalach to nazbyt często oksymoron. Do tego dochodzi ogromna odpowiedzialność, w tym zagrożenie sankcjami karnymi.

 

Cały wpis można przeczytać na blogu autora:

http://lekarski.blog.polityka.pl/2015/09/10/nie-pomagajmy-pielegniarkom-pomozmy-sobie-samym/

10 września 2015, czwartek, Stefan Karczmarewicz

PIELĘGNIARKA, NIE SIOSTRA MIŁOSIEDZIA

PIELĘGNIARKA, NIE SIOSTRA MIŁOSIEDZIA

W wydaniu "Wysokich obcasów"- dodatku do Gazety Wyborczej z dnia 7.02.2015r. ukazał się artykuł autorstwa dr Julii Kubisy - socjologa UW, opiniujący sytuację zawodową polskich pielęgniarek. Dr J. Kubisa zatytułowała artykuł: "Pielęgniarka, nie siostra miłosierdzia", w którym pisze nie tylko o złej sytuacji pielęgniarek, ale również zaznacza, że pielęgniarki walcząc o swoje, walczą również o pacjenta, jednak ich praca jest ciągle niewidoczna, a czynności, które wykonują - niezauważalne.

Polska pielęgniarka na etacie zarabia mniej niż wynosi średnia krajowa, na kontrakcie pracuje po 15 godzin dziennie, brakuje jej sprzętu i środków do pielęgnacji pacjentów. Nic dziwnego, że pielęgniarki uciekają z zawodu.

To rzeczywiście przygnębiające. W 2010 roku Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych domagał się, by pensję zasadniczą podniesiono do 3,2 tys. zł brutto plus dodatki za dyżury. Tych postulatów nie udało się spełnić. Nadal są miejsca, gdzie pielęgniarki zarabiają znacznie poniżej średniej krajowej, z pensją podstawową ok. 1,7 tys. zł. Ta i tak niewygórowana średnia krajowa (ok. 4 tys. zł brutto) jest pułapem, do którego dążą. Kiedy zbierałam materiał do książki, myślałam, że pielęgniarkom brakuje np. sprzętów typu podnośniki, które ułatwiają pracę przy osobach nie w pełni sprawnych. Okazało się jednak, że brakuje rzeczy podstawowych - pacjentów regularnie prosi się o to, żeby do szpitala przynieśli ze sobą pieluchy, kremy, kobiety po porodzie muszą mieć swoje wkładki.

Pacjenci uznają to za oczywiste.

A jeśli kogoś nie stać? Wyobraźmy sobie co innego: gdyby lekarze na oddziale powiedzieli nam, że musimy przynieść ze sobą do szpitala lekarstwa, bylibyśmy zdumieni. Pielęgniarka musi prosić pacjenta o to, by miał rzeczy, które umożliwią jej wykonywanie pracy w normalnych warunkach.
Frustrujące.

I obciążające psychicznie. Odpowiedzialność za informowanie pacjenta, że w szpitalu są braki, spada na nie. To one muszą się tłumaczyć, wysłuchiwać pretensji i skarg. Pracują bardzo ciężko, naraża się je na dodatkowy stres, w dodatku jest ich za mało.

Pięć pielęgniarek na tysiąc mieszkańców.

Jedna pielęgniarka obsługuje czasem 40-osobowy oddział dla dorosłych albo dwie obsługują 30-osobowy oddział pediatryczny, zdarza się, że podczas nocnego dyżuru są dwie osoby na kilkudziesięciu pacjentów. To dane Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych, która regularnie publikuje na ten temat statystyki, alarmuje, że brakuje pielęgniarek.

Coś się zmienia?

Nikt się tym nie interesuje, chociaż dane są powszechnie dostępne. To bardzo niepokojące. W XIX wieku w szpitalach jako pielęgniarki pracowały siostry zakonne. Bywało, że na jedną siostrę przypadało 30 pacjentów. Uważano, że to niedopuszczalna proporcja. Mamy początek XXI wieku, a proporcje są podobne. Zdarza się nawet, że wykwalifikowaną pielęgniarkę zastępuje osoba bez wykształcenia pielęgniarskiego. Czytałam o przypadkach, gdy tzw. instrumentariuszkę - czyli pielęgniarkę, która asystuje przy operacjach - zastępowała osoba niewyszkolona.

Przecież to obniża jakość i bezpieczeństwo przeprowadzenia operacji.

Oczywiście. To, że jest tak mało pielęgniarek na oddziałach, wpływa na jakość całej opieki i podwyższa ryzyko błędu. Pielęgniarki muszą być przez wiele godzin maksymalnie skoncentrowane, aby się nie pomylić, są w nieustannym stresie, właśnie dlatego że jest ich za mało. To dodatkowe obciążenie w sytuacji, gdy ich praca sama w sobie jest stresująca - wiąże się z czyimś bólem i cierpieniem.


Zarzuca się pielęgniarkom, że zrzucają część pracy na rodziny pacjentów, a same niewiele robią.

Nie dostrzega się niedoborów personelu.

Człowiek idzie do szpitala nie po to, by liczyć, ile jest osób na zmianie, tylko żeby wyzdrowieć.

Oczekujemy, że będzie normalnie, a nie jest. Wiemy, że szpitale są zadłużone, że system ochrony zdrowia jest niewydolny, ale nie mamy świadomości, że to oznacza także brak pielęgniarek. Owszem, przerzucają część pracy na rodziny, bo taki jest systemowy przymus. Nie mają wyjścia.

Pacjent powie, że to go nie interesuje.

A cóż może powiedzieć? Komu miałby to zgłosić? Płaci składkę, jest ubezpieczony, przysługuje mu leczenie szpitalne. Jednak w kontraktach, które placówki podpisują z NFZ, nie ma określonej liczby pielęgniarek. Szpitale starające się o kontrakty mają obowiązek zatrudniania określonej liczby lekarzy specjalistów, ale w przypadku pielęgniarek tak nie jest. Jest jeszcze jedna sprawa: papierologia. Pielęgniarki mówią o tym często i mówiły także podczas badań, które robiłam do książki - one mają do wypełniania dziesiątki papierów i dokumentów.

eWUŚ (Elektroniczna Weryfikacja Uprawnień Świadczeniobiorców) to skomplikował?

Z ich relacji wynika, że bardzo. Pielęgniarki muszą codziennie aktualizować dane pacjenta, wpisywać wszystkie zabiegi, badania, konsultacje. Zarówno w przychodniach, jak i w szpitalach. Pacjenci tego nie zauważają, mówią: "One nic nie robią, tylko siedzą w swoim kantorku". Owszem, siedzą, bo wypełniają dokumentację. Tak, wypiją przy tym kawę. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie wypił kawy w pracy.

Na jakich umowach się zatrudnia pielęgniarki?

Nadal podstawową formą zatrudnienia jest etat, ale od kilku lat są też umowy kontraktowe, które nie określają, jakie jest dopuszczalne maksimum godzin pracy w tygodniu. Niektóre pielęgniarki pracują nawet po 300 godzin w miesiącu. W 2011 roku, tydzień po głosowaniu nad pakietem ustaw medycznych, w którym był m.in. zapis o swobodzie zawierania umów, pojawił się raport NIK-u. Pokazywał on zagrożenia związane z czasem pracy, który już nie jest regulowany kodeksem pracy. I w przypadku zawodu pielęgniarki czy lekarza jest to bardzo niebezpieczne zarówno dla nich, jak i dla pacjentów.

Pielęgniarki są przepracowane?

Tak się czują. Uważają, że powinny zarabiać godnie na jednym etacie, to zrozumiałe, ale wiele z nich widzi taką jakościową różnicę, że kiedyś mogły dorabiać po pracy tylko jako sprzątaczki, a teraz mogą dorabiać w zawodzie, w szpitalu. I pracują, ile mogą. W szpitalu, przychodni, prywatnej klinice, w kilku miejscach naraz i na różnych umowach.

W Głubczycach w 2011 roku 52-letni anestezjolog dyżurował pięć dób z rzędu. Zmarł z przepracowania.

Jakiś czas temu rozmawiałam z pielęgniarkami w Norwegii. Powiedziały, że wiele z nich nie pracuje nawet na pełnym etacie. Bo to tak odpowiedzialna i wyczerpująca praca, że one nie są w stanie wykonywać jej przez 160 godzin w miesiącu. Jednocześnie zarabiają na tyle dobrze, by sobie na to pozwolić.

W Polsce utrzymanie się z niepełnego etatu pielęgniarskiego brzmi jak bajka.


"Trzeba było się uczyć, to byś więcej zarabiała!", mówi w twojej książce ochroniarz do pielęgniarki.

Panuje pogląd, że pielęgniarki nie mają wysokich kwalifikacji, że są niewykształcone. Przez co ich pracę i je same traktuje się lekceważąco. Tymczasem one, podobnie jak lekarze, specjalizują się, żeby pracować na konkretnych oddziałach. Muszą też mieć wyższe wykształcenie i kończą uczelnie medyczne.

Ciągle pokutuje przekonanie, że ich praca jest nieskomplikowana. Obserwowałam jeden ze strajków na Podbeskidziu w 2010 roku. Pielęgniarki urządziły głodówkę, ale co chwila wzywano je na oddział, żeby zrobiły zastrzyk, pobrały krew, zespół nie radził sobie bez nich.

Czemu tę pracę uważa się za nieskomplikowaną?

Brak rozpoznania profesjonalizmu w tym zawodzie wynika z samego charakteru pracy opiekuńczej.

To znaczy?

Praca opiekuńcza pochodzi ze sfery prywatnej, jest silnie powiązana z kobiecością i wyobrażeniem, że kobiety umieją to robić, bo są kobietami. Choć pielęgniarki są największą grupą zawodową w ochronie zdrowia, to ich praca jest niewidoczna, a czynności, które wykonują - niezauważalne.

Na przykład jakie?

Nie wiemy, jak wiele robi pielęgniarka, która po prostu rozmawia z pacjentem. Niektórym się wydaje, że przyszła na pogaduszki. A ona w tym czasie obserwuje jego oddech, widzi, jakie ma oczy i skórę. Jest wiele czynników, dzięki którym pacjent może szybciej lub wolniej wracać do zdrowia, związanych właśnie z odpowiednią pielęgnacją.
Wiemy, że trzeba mieć kwalifikacje, by dobrze pobrać krew, ale nie sądzimy, że posłanie łóżka wymaga przeszkolenia.

Pielęgniarka ściele łóżko tak, by pacjent nie miał odleżyn. Ta praca jest powtarzalna, nie jest spektakularna. Co innego praca lekarzy, która opiera się na diagnozie, medycznym spojrzeniu, decydującym głosie, to oni mają wyłączność orzekania, czy jesteśmy zdrowi. Ale lekarz nie postawi diagnozy, jeśli nie będzie zespołu wokół niego: pielęgniarek, techników, laborantów, salowych itd. Praca pielęgniarki jest tu kluczowa - lekarz daje zalecenia, ale pielęgniarka musi ich dopilnować.

Napisałaś, że zawodowi pielęgniarki przypisuje się powołanie, misyjność. Uznaje się, że symboliczne wynagrodzenie jest w takim razie wystarczające.

Problem z wyceną czynności wpisanych w zawód pielęgniarki można porównać do dyskusji nad pracą domową kobiet. Uważa się, że nie wymaga ona umiejętności, bo jest pracą wykonywaną z miłości. Nie musimy o nią zabiegać, tylko ją dostajemy. Perspektywa pacjentów jest taka jak perspektywa domowników, którzy nie włączają się w obowiązki domowe, ale są nimi otoczeni. Praca opiekuńcza uwypukla kwestie związane z powołaniem, emocjami. W Polsce, jak nigdzie indziej, ciągle mówi się na pielęgniarki "siostry". Kiedy w 2009 roku wprowadzano u nas serial "Nurse Jackie" (Pielęgniarka Jackie), nazwano go "Siostra Jackie".

Pielęgniarki nie lubią tego zwrotu? Podkreśla intymność relacji, to, że obdarza się je zaufaniem.

Ale to znowu sprowadza się do relacji prywatnej, w której kwalifikacje zawodowe nie mogą być zauważone, no bo siostra nie ma kwalifikacji, jest miłością, opiekuje się z potrzeby serca.

Jaka jest średnia wieku polskiej pielęgniarki?

48 lat dla pielęgniarki i 47 lat dla położnej. To środowisko starzeje się nie tylko w Polsce, ale Europa sobie z tym radzi - sprowadza pielęgniarki z innych krajów. To rozwiązanie połowicznie dobre, bo o ile poprawia sytuację w państwie przyjmującym, o tyle może pogarszać jakość opieki w kraju wysyłającym.

Europa sprowadza je m.in. z Polski. A my zatrudniamy pielęgniarki ze Wschodu?

Pytanie, co miałoby je skłonić do pracy tutaj. Pensje są bardzo niskie, pielęgniarka z zagranicy się tu nie utrzyma, nie wynajmie mieszkania. Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale - zdaniem Ministerstwa Zdrowia - pielęgniarki traktują Polskę jako kraj przesiadkowy. Jadą głównie do Niemiec. Tam są dobrze opłacane. Pewna pielęgniarka z Lublina mówiła mi, że kiedy była na wizycie studyjnej w Niemczech, otrzymywała wiele propozycji pracy. Tam się dostrzega, że polskie pielęgniarki są dobrze wykształcone. Zaskoczyło ją to, że poziom wyposażenia i organizacja niemieckich szpitali nie różnią się od naszych. Jednak jest zasadnicza różnica: tam nie ma kolejki pacjentów w izbie przyjęć. Są na bieżąco obsługiwani - pracuje kilka ekip. To jest ta różnica w proporcjach między liczbą pielęgniarek a liczbą pacjentów.

Co robią osoby, które kończą studia pielęgniarskie i nie pracują w zawodzie?

Często opiekują się osobami starszymi na Zachodzie. Mają wyższe kwalifikacje niż zwykłe opiekunki. Zarabiają przyzwoicie i nie muszą ciągle walczyć o byt jak w Polsce.

Po reformie służby zdrowia (1999-2001) ze szpitali odeszło 20 tys. pielęgniarek - jedna trzecia kadry. Te, które zostały, mają więcej pracy, ale bez dodatkowych pieniędzy. Podczas reformy ujawniły się ogromne dysproporcje w zarobkach: dyrektor kasy regionalnej zarabiał wtedy 8 tys., a pielęgniarka - 900 zł.

Pielęgniarki musiały zaprotestować. Nikt im sam z siebie nie dał i nie da podwyżek. Politycy je zauważają tylko wtedy, gdy wychodzą na ulicę, blokują, okupują ministerstwa. Najpierw, w 1999 roku, wywalczyły tzw. ustawę 203. Gwarantowała im podwyżkę (203 zł), ale nie była realizowana. Musiały pozywać swoje szpitale, żeby dostać pieniądze, bo jak mówią, z powołania i satysfakcji moralnej się nie utrzymają.


Czemu szpitale nie płaciły?

Bo miały i mają problemy finansowe oraz długi, środki poszły na coś innego. Walka o pieniądze trwa cały czas, a to zniechęca do zawodu osoby młodsze. Są po wyczerpujących studiach, porównywalnych - nie przesadzam - z medycyną. Przychodzą do pracy i natychmiast następuje weryfikacja wyobrażeń o zawodzie. Pieniądze nie takie jak dla lekarzy, a dodatkowo widzą, jak traktowane są pielęgniarki w szpitalach.

Jak?

Podrzędnie. One cały czas są "ustawiane werbalnie" przez lekarzy, wysłuchują nieprzyjemnych komentarzy, wygłaszają je też technicy, laboranci. Do nich, dorosłych kobiet, częściej się mówi po imieniu. Do lekarzy - panie doktorze.
W książce napisałaś, że sporą rolę w podtrzymywaniu podrzędnej pozycji pielęgniarki w hierarchii szpitalnej odgrywają też osoby z tego środowiska - naczelna czy oddziałowa.

To powtarzający się wątek. Są to stanowiska pod silną presją lekarzy i ordynatora. I często zamiast przeciwstawić się temu systemowi hierarchii i powiedzieć: "Reprezentuję interesy swoich podwładnych, ponieważ to są interesy pacjentów", oddziałowe czy naczelne wzmacniają hierarchizację swoim zachowaniem. Bo bardzo trudno reprezentować interesy słabej grupy. Łatwiej dołączyć do silniejszych.

Trafiłam na ciekawy przypadek na Podbeskidziu. Dyrektorką szpitala została tam pielęgniarka. I gdy doszło do protestu grupy pielęgniarek, po zakończeniu strajku przeniosła je wszystkie karnie na inne oddziały. Tam, gdzie ich konkretne specjalizacje nie miały sensu. Wiedziała, co to znaczy dla nich, ale też dla pacjentów. Reprezentowała wyłącznie interesy pracodawcy i wykorzystała wiedzę o pracy pielęgniarek przeciwko nim samym. Rosabeth Moss Kanter, amerykańska badaczka, nazwała podobne zjawisko syndromem królowej pszczół. Osoba, która wywodzi się z danego środowiska, po awansie odcina się od niego, by nie osłabić swojej pozycji.

To ewenement, że pielęgniarka została dyrektorką. One rzadko awansują.

Możemy zadać sobie pytanie: dlaczego lekarze tak często zostają dyrektorami? Co w byciu lekarzem jest takiego, co każe nam przypuszczać, że będzie dobrym zarządzającym?

Lekarz kojarzy nam się z władzą.

Więc bycie dyrektorem wydaje się jego naturalnym miejscem.

Pielęgniarka z władzą się nie kojarzy. Zakłada się, że nie umie podejmować decyzji, bo ostateczne zdanie o stanie zdrowia pacjenta ma zawsze lekarz. Kiedyś prestiż tego zawodu był wysoki. W międzywojniu pielęgniarki miały czynne prawa wyborcze do Senatu.

Teraz też. Jest na czwartym miejscu wśród zawodów cieszących się poważaniem społecznym (CBOS, 2009), za profesorem uniwersytetu, strażakiem i górnikiem.

Ma poważanie, ale nie idą za tym lepsze pieniądze.

Dlaczego pielęgniarki nawet w swojej grupie zawodowej są opłacane gorzej niż mężczyźni na tych samych stanowiskach? Prof. Fuszara mówiła w "WO", że kiedy pojawił się pomysł, by do ich zawodu wpuścić więcej mężczyzn, pielęgniarki alarmowały, że zaraz wyodrębni się jakaś podspecjalizacja i będzie lepiej opłacana. I tak się stało - pojawili się ratownicy medyczni, którzy robią to samo, co robiły kobiety w karetkach, ale zarabiają więcej.

Mężczyźni są w tym sfeminizowanym zawodzie rodzynkami, więc są dopieszczani, wynagradza im się to, że pracują w "kiepskim", bo kobiecym, fachu. Pielęgniarzy jest niewielu: mamy w Polsce 246 948 pielęgniarek i 4620 pielęgniarzy oraz 30 760 położnych i 58 położników. Ci mężczyźni ciągle muszą tłumaczyć, czemu wybrali taki zawód. Są tacy starej daty, którzy uważają, że w zawodzie przyda się męska ręka. Na szczęście nowe pokolenia pielęgniarzy idą do pracy w szpitalu, żeby stworzyć inny wizerunek pielęgniarstwa, opiekuńczej męskości.

Opieka wiąże się z czułością, ale środowisko pielęgniarek w Polsce ma wiele cech, które kulturowo przypisuje się mężczyznom.

Są świetnymi przywódczyniami, potrafią się organizować. Od momentu powstania tego zawodu pielęgniarki wszystko musiały sobie wyprotestować - w XIX wieku, międzywojniu, w latach 50. i 60., podczas Porozumień Sierpniowych. Zawsze walczą o to samo: wyższe pensje i lepsze warunki pracy. Dla mnie bardzo ciekawą historią było zorganizowanie marszu w 1963 roku.

1963 rok? Marsz był chyba niemożliwy?

No właśnie. To okres małej stabilizacji, "Wojna domowa" w telewizji, mało kto się wychylał. I w tym czasie pielęgniarki zorganizowały protest, bo chciały lepszych pensji. Skrzyknęły się w szpitalach. Przeszły ulicami Warszawy, poszły pod Ministerstwo Zdrowia - tam je otoczono, zostały aresztowane, wywiezione. Część dostała wilczy bilet i nakaz pracy w Bieszczadach. Materiały na ten temat są w IPN, to zapomniana historia, ale jak widać, pielęgniarki zawsze były waleczne.
Założyły jeden z najbardziej bojowych związków zawodowych - Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych.

Był taki moment w polskiej historii ruchu związkowego, na początku lat 90., fascynacji pluralizmem związkowym - każdy mógł założyć związek zawodowy. Mieliśmy odrodzoną "Solidarność", OPZZ, ale z tego, co opowiadały mi pielęgniarki, ich problemami, mimo że były - i są - największą grupą zawodową, duże związki się nie interesowały. Pielęgniarki zaczęły zakładać związki w szpitalach, potem się połączyły. W ten sposób na początku lat 90. we Włocławku powstał OZZPiP.

Liderkami zostały pielęgniarki z najcięższych oddziałów - anestezjologii i ginekologii.

Może są bardziej odporne na stres, ale też potrafią szybko podejmować decyzje i działać zespołowo, dobrze oceniają skalę ryzyka. To wpływa również na organizację protestów - potrafią się szybko przegrupować, co jest często przedstawiane jako impulsywne, bo kobiece, emocjonalne. Swój model działalności w związku wypracowały same, ponieważ wszystkie dostępne wzorce postępowania były męskie: sposób strajkowania, organizowania się, działania. One musiały uwzględnić to, że zajmują się zarówno pracą, jak i domem oraz dziećmi.
Są wobec siebie solidarne?

Zawsze sobie pomagają. Podczas białego miasteczka musiały uwzględnić także różne zobowiązania rodzinne. Choć wiele z nich mówi teraz: "Białe miasteczko to był mój czas, tylko dla mnie". Protesty pełnią bardzo emancypacyjną funkcję.

Pielęgniarki i położne stworzyły nową formułę na bycie związkiem zawodowym i wypełniły ten związek inną treścią - mężczyźni działacze nie zastanawiali się nigdy nad tym, kto im odbierze dzieci ze szkoły. Mieli zabezpieczone tyły - ktoś im wyprasował koszule, zrobił obiad, podrzucił ich na strajk. Kobiety wszystko ogarniają same. Wielokrotnie widziałam ich wzajemną solidarność.

Jeździłaś z nimi na akcje protestacyjne?

Interesowała mnie specyfika kobiecych protestów. Związki zawodowe - jeśli chodzi o wizerunek - są bardzo zmaskulinizowanymi organizacjami, więc byłam ciekawa, jaką drogę wypracowują kobiety, nie mogąc wykorzystywać standardowych atrybutów związkowych, takich jak demonstrowanie siły czy donośne niskie głosy. Kiedy mężczyźni zawołają jednocześnie, jest ryk, to robi wrażenie. Krzyk kobiet brzmi inaczej, ciszej, cieniej. Inaczej więc strajkują. Stąd chociażby potrząsanie plastikowymi butelkami wypełnionymi drobniakami - gdy robi to wiele kobiet, jest niesamowity hałas. Czyli nie trzeba mieć tubalnego głosu, by zostać usłyszaną.

Związkowiec większości kojarzy się z górnikiem, który podpali oponę przez URM-em.

Strajk kojarzony jest teraz z zachowaniem ekstremalnym. Zapomnieliśmy, że to jeden ze sposobów domagania się lepszych warunków pracy. Pielęgniarki są bardzo uporządkowane, podczas protestów nie chcą niczego niszczyć. Po białym miasteczku zasiały trawę w miejscu, gdzie stały namioty. Ich protesty to nie są klasyczne strajki - strajk to powstrzymanie się od pracy. A one protestowały np. w białym miasteczku, wykorzystując swoje dni wolne, inne pracowały w międzyczasie, zamieniały się dyżurami, żeby być podczas protestu.

Nam się wydaje, że one walczą o swoje - a one walczą też o pacjenta, o jakość wykonywanej opieki. Kiedy rozmawiałam z nauczycielami, którzy przez dwa tygodnie strajkowali w Norwegii, pytałam, jak społeczność reaguje na to, że szkoła podstawowa jest zamknięta od tylu dni. Odpowiadali: "Wszyscy rozumieją, że robimy to dla ich dzieci". Lepsza płaca, lepsze warunki oznaczają lepszą jakość pracy. Chodzi nie o to, że chcę zarabiać więcej, ale o to, że chcę zmienić system na taki, który uważam za lepszy. W przypadku pielęgniarek to system, w którym pacjent ma lepszą opiekę, bo pielęgniarka ma dla niego czas i siły.


Pielęgniarki mimo protestów wciąż zarabiają za mało. Lekarze protestują skuteczniej?

Lekarze stosują jedną metodę: groźbę wypowiedzenia pracy. To odzwierciedlenie ich silnej pozycji, nie wyobrażamy sobie przecież, że lekarze mogliby przestać leczyć.

Nie spotykają się jednak z taką sympatią społeczną, z jaką spotkały się pielęgniarki podczas białego miasteczka. To był jedyny protest związkowy, który miał tak pozytywna prasę. Na fali tej popularności pielęgniarki przyłączyły się do walki o prawa kobiet - w 2010 roku szły z manifą i organizacjami feministycznymi. Zobaczyły siebie jako kobiety walczące o swoje prawa, a nie tylko pielęgniarki walczące o prawa pracownicze. Szłam wtedy z nimi. Już pisałam pracę doktorską na ich temat, z której powstał "Bunt białych czepków". W tej książce chciałam pokazać, że tak właśnie można uprawiać feminizm - wyodrębnić relację między byciem kobietą, byciem pielęgniarką, działaczką związkową. Bez perspektywy feministycznej nie udałoby się ukazać tej złożoności pod względem i kulturowym, i ekonomicznym, tak samo jak nie udałoby się przeanalizować specyfiki pracy opiekuńczej.

Sytuacja pielęgniarek polepsza się czy pogarsza?

Jest słaba. Zwłaszcza z powodu pracy na kontraktach.

Co się musi zmienić?

Powinno się monitorować, przez ile godzin w miesiącu pracuje jedna osoba. Swoboda zawierania kontraktów nie jest dobrym pomysłem - to robienie z pielęgniarek koni roboczych. Potrzebne są zmiany systemowe: wyższe płace, uregulowany czas pracy, programy zachęcające młodych, żeby podejmowali ten zawód. Bez tego pielęgniarki znowu wyjdą na ulicę.

Problemy w ochronie zdrowia są w mediach sprowadzane do konfliktu między lekarzami z Porozumienia Zielonogórskiego a ministrem Arłukowiczem, a sprawy najważniejsze - jak widać - leżą gdzie indziej.

 

Dr Julia Kubisa - socjolożka i feministka, publicystka. Adiunkt w Instytucie Socjologii UW, obecnie na stażu podoktorskim na Uniwersytecie w Göteborgu w Szwecji. Interesuje się zagadnieniami pracy i płci, zbiorowymi stosunkami pracy w perspektywnie feministycznej oraz socjologią publiczną

 

E-dokumantacja w Panaceum

Od 01.02.2015 Panaceum s.c. prowadzi pełną elektroniczną dokumentację medyczną tzw. e-dokumentację.

Elektroniczna Dokumentacja Medyczna (EDM) – zbiór danych, mogący stanowić element systemu informatycznego do obsługi jednostki świadczącej usługi medyczne, przechowujący całość lub wybrane elementy dokumentacji medycznej indywidualnej (odnosząca się do poszczególnych pacjentów korzystających ze świadczeń zdrowotnych) i zbiorczej (odnosząca się do ogółu pacjentów lub określonych grup pacjentów korzystających ze świadczeń zdrowotnych).

Do systemów klasy EDM zalicza się takie systemy informatyczne, w których dane gromadzone są w formie elektronicznej bazy danych. W oparciu o te dane drukowana jest dokumentacja w formie papierowej. 


W Panaceum pielęgniarki dokonują Pilęgniarskiej Całościowej Oceny Geriatrycznej (PCOG)

Według Ministerstwa Zdrowia, jednym z efektów prac  na rzecz poprawy opieki geriatrycznej jest procedura medyczna nazywana Pielęgniarską Całościową Oceną Geriatryczną (w opiece szpitalnej została wprowadzona 1 stycznia 2012 r., wykonywana  przez lekarzy).

Pielęgniarska Całościowa Ocena Geriatryczna to fundamentalna zasada postępowania w geriatrii. Stanowi interdyscyplinarny proces wielowymiarowej i standaryzowanej oceny poziomu funkcji życiowych, niezbędny do planowania leczenia i opieki. PCOG pozwala porządkować proces diagnozowania i kwalifikowania do określonych procedur medycznych i świadczeń, a tym samym umożliwia właściwe dostosowanie leczenia i opieki do stanu pacjenta w wieku podeszłym.

Jesteśmy jedynymi pielęgniarkami, na pewno w niestacjonarnej opiece zdrowotnej, które przeprowadzają PCOG.

Panaceum przeprowadza PCOG  u osób po 60 roku życia (specjalnie nie piszemy "pacjentów" ponieważ tej ocenie może, powinna być, poddana każda osoba 60+, zdrowa i chora).

W Panaceum opracowałyśmy formularz PCOG, dobrałyśmy skale, w których oceniamy, dokonujemy interpretacji uzyskanych danych. Jest to pielęgniarska ocena osoby starszej, więc jej wynikiem są zalecenia i działania pielęgniarskie, a jeżeli istnieje potrzeba, kierujemy do specjalisty (np lekarz, dietetyk, fizjoterapeuta).

Na czym polega PCOG

  • - za pomocą dobranych skal pielęgniarka ocenia aktywność ruchową, ograniczenia fizyczne i czy w związku z tym istnieje zagrożenie, że osoba starsza może się przewrócić, upaść,
  • - ogląda skórę pod kątem zagrożenia odparzeniami, odleżynami. Bardzo ważne jest czy osoba starsza jest dobrze jakościowo i ilościowo odżywiona, czy wypija wystarczającą ilość płynów, żeby to sprawdzić pielęgniarka oblicza dobowe zapotrzebowanie kaloryczne i na wodę,  porównuje ze stanem  rzeczywistym,
  • - sprawdza nastrój seniora, jego zdolności umysłowe (pamięć, koncentrację, itp),
  • - interesuje się jego sytuacją  społeczną, relacjami międzyludzkimi, sytuacjami stresorodnymi, które mogą zaburzyć funkcjonowanie osoby starszej,
  • - pyta o choroby, dolegliwości, problemy zdrowotne, sprawdza czy wzrok i słuch są dobrze zaopatrzone (oprotezowane), ile leków jednoczasowo przyjmuje senior, czy spożywa alkohol, pali papierosy, itp, 

PCOG daje przedstawia pełen obraz aktualnego stanu fizycznego, psychicznego i społecznego osoby 60+

Co daje wykonanie PCOG

  • - ma nam odpowiedzieć w jakich zakresach życia seniora występują deficyty, a w których radzi sobie dobrze,
  • - czy jest zagrożony powstaniem odleżyn, upadkiem,
  • - co możemy zrobić, jakie metody pracy z osobą starszą, jej rodziną, powinnyśmy wprowadzić aby polepszyć jej komfort życia,
  • - ukazuje obszary, w których działania pielęgniarskie są absolutnie niezbędne, gdzie inna osoba w pełni musi wykonać czynności, których senior sam nie zrealizuje,
  • - zakresy, w których pielęgniarka pomaga, współdziała, współwykonuje czynności z osobą starszą / jego opiekunami, rodziną. Uczy, tłumaczy, pokazuje,
  • - obszary niewymagające interwencji instrumentalnej pielęgniarki, ale jej wsparcia, motywowania, odpowiadania, bycia z osobą starszą (obecność), kontrolowanie, nadzorowanie czy wszystko dobrze przebiega.

 

Osobom 60+, które są pod opieką Panaceum wykonujemy obligatoryjnie w ramach składki zdrowotnej, tzn nieodpłatnie

Pozostałym seniorom, którzy chcieliby skorzystać z naszej oferty, dokonujemy oceny i analizy wyników, odpłatnie. Koszt PCOG - 200,00 PLN

 

Dyrektor  Panaceum
mgr piel. Dorota Czajka

 


Komunikat

Od  dnia  1 stycznia 2014 roku pielęgniarka ubezpieczenia zdrowotnego (w naszej firmie: środowiskowa, domowej opieki długoterminowej, paliatywna/hospicyjna) może wypisywać kontynuację zaopatrzenia w środki pomocnicze:

  1. zestawy infuzyjne do osobistej pompy insulinowej 10 szt. (obejmujące wkłucie, łącznik i dren).
  2. cewniki zewnętrzne do 30 szt.
  3. cewniki urologiczne do 4 szt.
  4. cewniki jednorazowe urologiczne do 150 szt. miesięcznie lub równowartość ich kosztu jednorazowe hydrofilowe cewniki urologiczne.
  5. worki do zbiórki moczu z odpływem do 12 szt.
  6. sprzęt stomijny - stomia na jelicie cienkim (ileostomia).
  7. sprzęt stomijny - stomia na jelicie grubym (kolostomia).
  8. sprzęt stomijny - stomia na układzie moczowym (urostomia).
  9. N - pieluchomajtki do 60 szt. miesięcznie lub zamienniki do 60 szt. miesięcznie.
  10. Z - pieluchomajtki do 60 szt. miesięcznie lub zamienniki do 60 szt. miesięcznie

Do 30 czerwca 2014 roku zapotrzebowanie powinno być wypisywane na dotychczasowych drukach ale z nowymi kodami środków pomocniczych.

Od dnia 1 lipca 2014 roku zapotrzebowanie będzie wypisywane na nowych drukach + nowe kody środków pomocniczych. 

Praktyka:  pierwsze zapotrzebowanie na w/w środki pomocnicze wypisuje lekarz ubezpieczenia zdrowotnego, a kolejne (kontynuacja) może wypisać pielęgniarka ubezpieczenia zdrowotnego.

 

Postawa prawna: Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 6 grudnia 2013 roku w sprawie wykazu wyrobów medycznych wydawanych na zlecenie
(Dz. U. 2013, poz. 1565, załącznik nr 1) 

 mgr Dorota Czajka

Dyrektor Panaceum s.c.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij Akceptuję. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce.